Co nowego w górach, skale i na www?
Rozwalista- największe „odkrycie” Jury?
8 maja 2019
0

Ostatni wpis na www.taterniczek.com dotyczący skałek ukazał się prawie trzy lata temu, a było to topo Powroźnikowej. Niedługo po nim miał mieć miejsce finał prac na Przedmurzu – nowej skale w masywie Skalnego Muru. Niestety ten scenariusz został zrujnowany poprzez wypadek, któremu uległem właśnie na Przedmurzu pod koniec sierpnia 2016 roku. Rezultatem była długa przerwa w aktywności wspinaczkowej, do której na serio wróciłem faktycznie dopiero w 2018 roku. I wtedy zaczęła się epopeja pod tytułem Rozwalista, o której to w lutym 2019 ukazał się materiał mojego autorstwa na wspinaniu.pl. Teraz zamieszczamy go na naszej stronie. Mam nadzieję, że z początkiem czerwca pojawi się w sieci kolejna informacja o Rozwalistej, tym razem o otwarciu pierwszych dróg.

Rozwalista- największe „odkrycie” Jury?

– Gdzie teraz działasz?
– Na Rozwalistej Turni.
– …a gdzie to jest?
Takich rozmów odbyłem w ostatnim czasie niemało i najczęściej nawet doświadczeni wspinacze i bywalcy Skałek nie mieli pojęcia, co to takiego ta Rozwalista i gdzie się znajduje. Oczywiście prawdziwi eksperci wiedzieli o czym mówię, ale można ich policzyć na palcach jednej ręki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby chodziło o jakąś tam skałkę w nieznanym zakątku Dolinek. Rozwalista to jednak jedna z największych turni całej Jury, pomijając oczywiście Dolinę Prądnika, do której praktycznie nie mamy dostępu. I co więcej, jest to skała stojąca na stoku Doliny Kobylańskiej, będącej prawdziwym klasykiem jurajskiego wspinania.
I tu rodzi się proste pytanie – dlaczego pomimo położenia, wielkości i bardzo łatwego dostępu, tak długo była to prawdziwa terra incognita naszych skałek? Wytłumaczenie wydaje się być dosyć proste. Otóż teren u stóp Rozwalistej i jej ściany były niezwykle zarośnięte, co w połączeniu z ich „rozwalistością” oznaczało niewyobrażalny ogrom prac do wykonania przez potencjalnych odkrywców.
Poza tym Rozwalista jest wielka, ale duże jej fragmenty są dosyć połogie i mało atrakcyjne z punktu widzenia większości ekiperów. Gdyby całość była tak wysoka i pionowa jak jej lewa część, to z pewnością już dawno byłoby tu sporo dróg. A tak mijały kolejne lata wielkiego boomu otwierania nowych skał i dróg, a Rozwalista cierpliwie czekała na swoich pogromców. Nikt nawet nie podjął próby jej eksploracji.
A teraz trochę faktów, zacznę od historii.
W pierwszym przewodniku po Skałkach Podkrakowskich mamy opisaną jedną drogę z roku 1941 wytyczoną przez legendarny duet Łapiński/Paszucha. Jednakże kiedy rozmawiałem z Kazimierzem Paszuchą pod koniec lat 70-tych przekazał mi wiele ciekawych informacji, ale o tej drodze po prostu już nie pamiętał. To świadczy dobitnie o tym, że Rozwalista i w tamtych czasach nie była standardem. Kiedy ja zacząłem się wspinać w Skałkach w roku 1971 nikt z krakowskich wspinaczy nie zwracał uwagi na tę turnię, a nawet jej przewodnikowa nazwa – Mała Szeroka Turnia – była praktycznie nieznana. Dlatego też pisząc nowy przewodnik po Dolinie Kobylańskiej, postanowiliśmy wraz z Tomkiem Opozdą nadać skale nową nazwę, bardziej adekwatną do kształtu i rozmiarów.
W tym czasie powstały na Rozwalistej dwie kolejne drogi. Pierwsza z nich to Mała Niespodzianka, biegnąca wielką załupą w lewej części ściany, poprowadzona w pięknym stylu przez T. Opozdę. W tej chwili jest już oczyszczona i przygotowana do ubezpieczenia i zanosi się na to, że w tym nowym wydaniu będzie to jedna z najpiękniejszych i najciekawszych linii w naszych Skałkach.
Drugą drogą była wędkowa linia, biegnąca z grubsza środkiem ściany prze jej najwyższe spiętrzenie oraz wariant z jego lewej strony. Zrobiliśmy ją wraz z Ryśkiem Malczykiem ok. 1979. Mieliśmy niejasne podejrzenia, że ktoś tam już był przed nami i dlatego nie podałem w przewodniku nazwisk autorów. Przy okazji tej akcji przeszliśmy też bez asekuracji zygzakiem przez chaszcze środka ściany.
Po wydaniu przewodnika w 1983 roku Rozwalista Turnia była ciągle omijana przez wspinaczy i przez całe lata nie widziałem kogokolwiek w tym miejscu. Ale, kiedy w tym roku zabraliśmy się za odkopywanie skały okazało się, że przewinęło się tam kilka osób. M.in. w latach 60-tych drogę Pokutników zrobił Jan Kiełkowski, zaś Mariusz Biedrzycki przeszedł on sight w 1999 Małą Niespodziankę i przewędkował resztę dróg.
Ciekawym epizodem było przejście drytoolowe głównego spiętrzenia Rozwalistej. Dokonał tego Wojtek Kurtyka podczas którejś z pierwszych zim XXI wieku. Z braku jakiejkolwiek asekuracji zrobił to na wędkę, ale – jak sam przyznaje – było to ostatnie z jego dwu, a może trzech przejść w skałkach w tym stylu. Natychmiast po tym zadeklarował się jako zdecydowany przeciwnik drytoolingu, uznając go w naturalnych skałach za coś sztucznego i wręcz niedopuszczalnego.
Kiedy w roku 2015 zaczęliśmy coraz częściej wspólnie z Karolem Taborem pracować nad otwieraniem nowych skał i dróg, zacząłem zachęcać go do rzucenia się na stoki Rozwalistej. Myślałem o tym projekcie od dawna, ale w tamtym czasie przerastało to nasze możliwości, a nawet wyobraźnię. Poza tym nie pozwalał na to duży zakres prac, które prowadziliśmy na Powroźnikowej i Skalnym Murze. Sprawę ostatecznie położył mój ciężki wypadek z sierpnia 2016 roku, właśnie w czasie robót na tej drugiej skale. W jego rezultacie do delikatnych prac ekiperskich mogłem wrócić dopiero późną wiosną 2018 roku. Dzięki pomocy Karola, Włodka Porębskiego i Marka Musiała udało się w końcu oczyścić Przedmurze i jego otoczenie, skałę będącą lewym ograniczeniem Skalnego Muru. Upalne lato ciągle jednak uniemożliwiało osadzenie prawidłowe wszystkich ringów i dlatego oficjalne otwarcie tej nowej skały zrobimy na wiosnę.
Oczywiście można było dobić te brakujące ringi jesienią, kiedy temperatura nie stała na przeszkodzie, ale wtedy tkwiliśmy już po uszy w nowym szaleństwie, któremu na imię Rozwalista Turnia. Pierwszy zjazd odbyliśmy no początku lipca 2018 i jak po kilku godzinach roboty stanęliśmy na dnie doliny długo nie mogliśmy ochłonąć z wrażenia na okoliczność ogromu tej ściany i prac niezbędnych do jej uprzystępnienia. Dość powiedzieć, że używaliśmy wtedy 50 i 40 – metrowych lin i nieopatrznie założyliśmy zjazdy z wysoko stojących drzew, bez przedłużających pętli. W rezultacie stanęliśmy ok. 10 m nad ziemią i aby nie podchodzić taki kawał z powrotem do góry, wyszliśmy z przyrządów i klucząc po drzewach i krzakach dotarliśmy do podstawy.
I tak zaczęło się. W sierpniu i wrześniu na ścianie działał głównie Karol, ale jesienią dołączył do nas Włodek Porębski, a potem Rozwalista Drużyna zaczęła się rozrastać i dołączyli do nas Artur Pierzchniak – Guma, Marcin Taczała i Andrzej Forma, a w jeden dzień zawitał nawet sam Ludwik Wilczyński. Łącznie, wedle prowadzonej przez Karola zapisków, prace na Rozwalistej zajęły łącznie 70 osobodni! Z tego chyba większość przeznaczonych zostało na czyszczenia dżungli spod ściany i z dna doliny, w bezpośrednim sąsiedztwie skały.
Niewątpliwie skala i trud naszych wcześniejszych działań na Powroźnikowej czy Przedmurzu wiele nas nauczyły, a bez tych doświadczeń chyba byśmy się szybko zniechęcili niekończącą się robotą na Rozwalistej. Od razu zdaliśmy sobie sprawę z tego, że musimy rozszerzyć gamę naszych narzędzi i technik działania. Prawdziwym hitem stała się wyciągarka mechaniczna, dzięki której opanowaliśmy umiejętność wyrywania całych zachodów trawy i krzewów. I to nie tylko ze stoków, ale i nawet ze środka ściany. O kilofach, piłach czy różnego rodzaju dziabkach czy szczotach nawet nie ma co wspominać.
Od pewnego czasu na Jurze działa grupa określająca się mianem Przedsiębiorstwa Budowy Jaskiń, która nie tyle buduje te jaskinie, co je odkopuje, używając także pół przemysłowych metod. My też odkopujemy, tyle że nie w dół, a w górę.
Jakie są perspektywy otwarcia Rozwalistej? Ambitna wersja przewiduje, że uda nam się przygotować większą część ścian do wspinania przed weekendem majowym. W tej chwili zima uniemożliwia „pucowanie” samej skały, pozostaje nam kontynuowanie prac na stokach wokół Rozwalistej, chociaż i tu są problemy. Drugiego lutego, podczas inauguracji tegorocznych prac, zerwaliśmy sworzeń naszej magicznej maszyny i po raz pierwszy Rozwalista odprawiła nas z kwitkiem. Zadziałało zapewne zmęczenie materiału, ale i opór silnie zmrożonej ziemi. Mamy nadzieję, że od początku marca uda się uderzyć silnym zespołem i zdołamy wstępnie przygotować skałę na połowę kwietnia, kiedy to Nasze Skały zamierzają przeprowadzić tu kurs ekiperski. Jesteśmy przekonani, że będzie to dla jego uczestników świetny poligon treningowy, a dla nas poważne wsparcie. Wszak na otwarcie czeka co najmniej 30 nowych linii, w tym zapewne kilka dwuwyciągowych.
Krzysztof Baran