Kamień przy Kopie to niewielka turniczka, stojąca na szczytowych partiach Rozwalistego Wzgórza. W zasadzie to po prostu wielki kamień, który jest prawdziwym rodzynkiem, nie tylko najbliższej okolicy. Swoim kształtem daleko odbiega od wszystkich skał całej Doliny, wręcz bardziej przypomina piaskowcowy głaz niż jurajską turniczkę. Na dodatek jest zbudowany z bardzo solidnego wapienia, a w stronę dna doliny zwrócony jest niewielką, ale dużej urody litą ścianką. Od samego początku naszych prac przykuwała ona uwagę każdego wspinacza, a wszyscy reagowali mniej więcej w takim stylu: „ale płytka!”

Kamień jest rzeczywiście usytuowany przy Kopie Barana, na szczycie której stoi gromadka kursantów. Całkiem z lewej strony wierzchołek Rozwalistej Turni.
Początkowo myśleliśmy o oczyszczeniu i przekazaniu jej dla wspinania w formie boulderu. Jednakże po wydobyciu całego Kamienia z otaczającej go dżungli doszliśmy do wniosku, że nie można pozostawić go w takiej formie. Podstawa ściany jest połoga, a cała turniczka stoi na stromym stoku. W rezultacie bezpieczne rozłożenie materacy u podstawy jest praktycznie niemożliwe. Ponadto wysokość Kamienia, sięgająca w porywach do 8 m, poważnie utrudniałaby bezpieczny zeskok w razie odpadnięcia. A poza tym komu by się chciało wlec materace taki kawał drogi i na dodatek taszczyć je wysoko na najwyższy w całej Dolinie stok? Żaden z amatorów boulderingu by się po prostu tam nigdy nie pojawił, a nasza praca poszłaby na marne.
Prace nad oczyszczeniem Kamienia przy Kopie rozpoczęliśmy we wrześniu 2025 roku. Oprócz członków Troistej Brygady w początkowej fazie udział brał Krzysztof Weiss, kolega z Gdańska, który na Kamieniu odbył swój staż ekiperski. Pomimo małego formatu tej turniczki, roboty było co niemiara. Ściany są lite i poszły stosunkowo gładko, ale bardzo dużo czasu zajęło nam usunięcie kruszyzny z platformy szczytowej. Pierwsze drogi były obite już w listopadzie 2025, ale nadchodząca zima i wilgoć z tym związana uniemożliwiły ich przewspinanie. Poza tym pozostało wiele poprawek, na załatwienie których nie mieliśmy na wiosnę czasu, zajęci innymi skałkami Wzgórza.

Wrzesień 2025, czyszczenie Kamienia przy Kopie nabiera rozpędu. Krzysiek Weiss obserwuje pracującego w ścianie Bartka Kutyłę.
Małym kłopotem był tez brak chętnego na wytyczenie drogi środkiem wspomnianej wcześniej czołowej płytki, gdyż jej trudności przerastały możliwości naszej Troistej Brygady. W końcu na apel odpowiedział Maciej Kowalczyk, znany eksplorator egzotycznych regionów wspinaczkowych. Jak wcześniej obiecał na początku sierpnia, po powrocie ze wspinaczki w Kosowie, pojawił się na Kamieniu i szybko uporał się z problemem, a ja niedługo po tym zawierciłem w wyznaczonych miejscach ringi. Jeszcze tego samego dnia po południu, Maciek dopełnił formalności i poprowadził drogę! Wycenił ją raptem na VI.2+ i najprawdopodobniej jest to jedna z najtrudniejszych dróg w tej klasie pod Krakowem!
Ze względu na niewielkie rozmiary Kamienia przy Kopie starałem się instalować stanowiska zjazdowe jak najwyżej. Jak już pisałem, szczytowe fragmenty zbudowane są z niepewnej skały i dlatego ringi dla 2 stanowisk osadziłem na płycie szczytowej. Są bardzo długie, wbite pionowo, a karabinki zjazdowe są zawieszone na nierdzewnych, atestowanych łańcuchach i dzięki temu lina nie trze o krawędź skały.

Listopad 2025, pierwsze wspinaczki na Kamieniu. Na filarze Andrzej Forma, asekuruje Bartek Kutyła, a przebieg akcji z uwagą śledzi Ogon.
Jeszcze kilka uwag na okoliczność wyceny dróg. O tej Maćka już wspomniałem wcześniej, dodam tylko, że szybko po przejściu zaprosił na swój pasaż kilku doświadczonych wspinaczy i ekiperów. Przymierzali się do niego m.in. Rafał Nowak, Przemek Rostek vel Stefan czy Tomek Ślusarczyk. Z tego zacnego grona jedynie Stefan dał radę powtórzyć drogę, gdyż – jako najwyższy – po prostu sięgał do kluczowego chwytu, do którego inni nie mieli przystępu. Z tego faktu można wyciągnąć wniosek, że może to jest i VI.2+, ale dla wysokich! Ci mniej rośli mają znacznie trudniej, jak to stwierdził sam Autor, ale na ile, to nie powiedział.
Nieco inna sytuacja miała miejsce z kolejnymi trzema drogami, czyli nr 3, 4 i 5. Początkowo ich autorzy wycenili je na zwykłe VI, a tymczasem wspomniana powyżej trójka ekiperów była zgodna co do tego, że „nie są to szóstki w stylu Krzyśka Barana”. I mieli rację, bo moim zdaniem są to typowe sześć jedynki, ale niewiele miałem tu do gadania i krakowskim targiem stanęło na VI+. No cóż, to jest po prostu boulder tyle, że z liną, a na ich wycenie skalni dziadkowie po prostu się nie znają…

Na koniec jesiennego sezonu 2025 portret Troistego Brygadiera na tle Kamienia.
Kamień przy Kopie – topo
1. Miazmaty, VI.1+, niebieski, 3 ringi plus stan; Bartosz Śliwiński, listopad 2025.
2. Mała jak płot, VI.2+, żółty, 3 ringi plus stan; Maciej Kowalczyk, sierpień 2026.
3. Lasowiacki kancik, VI+, czerwony, 3 ringi plus stan; Bartłomiej Kutyła, listopad 2025.
4. Kolbuszowski boulder , VI+, czarny, 3 ringi plus stan; Bartłomiej Kutyła, listopad 2025.
5. Droga do formy, VI+, biały, 3 ringi plus stan; Andrzej Forma, listopad 2025.
I jeszcze jedna mała uwaga. Otóż na początku obijania Kamienia przy Kopie wytyczyliśmy na lewo od Miazmatów jeszcze jedną dróżkę z gatunku tych piątkowych. Prowadziła samym skrajem ściany, była bardzo krótka i dosyć niebezpieczna. Przy odpadnięciu uderzenie stopami o płytkę poniżej było prawie pewne i po kilku testowych przejściach podjęliśmy decyzję o wycięciu ringów i zlikwidowaniu tej drogi. Jak ktoś odczuwa potrzebę przewspinania tego fragmenciku ściany, to może to zrobić na wędkę, korzystając z lewego stanowiska lub po prostu przejść to solo.

Kamień przy Kopie – topo. Ścianka północno-zachodnia

Kamień przy Kopie – topo. Ścianka południowo-zachodnia.
Tekst i zdjęcia Krzysztof Baran