Trzy Strąki – z niczego coś?
2 października 2026
0

Już na samym początku robót na Rozwalistej Turni, gdy podchodziliśmy na jej szczyt, zawsze nasz wzrok przykuwały otwory Jaskini Wielka Strąka i Schroniska o tej samej nazwie. Szczególnie dobrze były widoczne w zimie, kiedy z otaczających je chaszczy opadały liście i wtedy wśród członków Rozwalistej Drużyny, ciągle można było usłyszeć gadkę o fajnych boulderach! Początkowo nie reagowałem na sugestie choćby częściowego oczyszczenia ich najbliższego otoczenia. Mieliśmy przecież tyle roboty przed sobą na znacznie większych i ciekawszych celach, a zresztą kto by się zajmował takimi skalnymi wypierdkami…

Ale minęły lata, wielkie turnie w okolicy zostały przysposobione do wspinania i – jak już kilka razy pisałem – dojrzała do końca w naszych głowach idea oczyszczenia wszystkich, najmniejszych nawet skałek Rozwalistego Wzgórza. Zgodnie z tą logiką wiosną tego roku skierowaliśmy nasze siły na wspomniane wcześniej dwie skałki, z dobrze widocznymi otworami jaskini i schroniska. Podczas tych prac naszą uwagę dodatkowo przykuła trzecia i ostatnia na Rozwalistym Wzgórzu turniczka, leżącą kilkadziesiąt metrów na lewo od schroniska Wielka Strąka. Okazała się relatywnie interesująca i postanowiliśmy wciągnąć i ją na koniec listy naszych celów.

Trzy Strąki w obecnym kształcie – na pierwszym planie Troista Trzecia z otworem Jaskini Wielka Strąka. Tuż na lewo Strąka Druga, z wielkim blokiem szczytowym, a na lewo słabo widoczna Strąka Pierwsza.

Oprócz wielkiej roboty, jaka nas tak jeszcze czekała, należało jeszcze nazwać te, zagubione gdzieś wysoko na stokach Doliny Kobylańskiej skałki. Prawdę mówiąc, nie było z tym wielkiego problemu. W zasadzie były kompletnie nieznane wśród wspinaczy czy turystów, chociaż jeszcze kilkadziesiąt lat temu otwór Jaskini Wielka Strąka był dobrze widoczny z daleka. Nie sposób było go nie zauważyć, idąc  ścieżką od strony Okrętu w dół Doliny. Tymczasem  w świadomości grotołazów i archeologów  to miejsce funkcjonowało już prawie 150 lat! W roku 1879 zawitał tutaj Gotfryd Ossowski, pionier archeologii i eksploracji jaskiń pod Krakowem i przeprowadził pierwsze wykopaliska w Wielkiej Strące. Jaskinia ta, podobnie zresztą jak sąsiadujące z nią Schronisko, znalazły się w opracowaniu Kazimierza Kowalskiego Jaskinie Polski, opublikowanym w 1951 r. Skoro więc w tak fundamentalnym dziele użyta została dwa razy ludowa nazwa Strąka, nie wypadało nic innego, jak przenieść ją także i na trzecią skałkę. I tak pojawiły się Trzy Strąki – po prostu Pierwsza, Druga i Trzecia.

Maj 2026 – po kolejnym dniu ciężkich robót na Strąkach, członkowie Troistej Brygady na szczycie Kopy Barana. Z lewej Andrzej Forma z nieodłącznym Ogonem, idąc w prawo Krzysztof Baran, Bartek Kutyła i Gosia Danek.

Kiedy po raz pierwszy trafiłem do Doliny, a było to ok. 1959, trwał tam na dobre od stuleci wypas zwierząt gospodarskich. Praktycznie wszystkie stoki były zwyczajnie gołe, pozbawione drzew i krzaków, porośnięte jedynie trawami i roślinnością ciepłolubną. Szczególnie imponująco przedstawiało się chyba największe zbocze, a mianowicie to pomiędzy Rozwalistą Turnią a Okrętem. Całe było poprzecinane poziomymi ścieżynkami, wydeptanymi przez wypasające się tu krowy.

W roku 1979, opracowując pierwszy tom przewodnika po Skałkach Podkrakowskich, wykonałem trochę zdjęć tej okolicy, niestety, niewiele się z nich zachowało. Na jednym z nich, zrobionym spod samotnie sterczącej wtedy z ziemi Płetwy, dobrze widać Okręt i stok rozciągający się w stronę Rozwalistej Turni. W stosunku do 1959 roku pojawiły się już na nim krzaki i drzewa, ale są jeszcze niewysokie i rzadkie. Na prawym skraju zdjęcia, nieco poniżej linii nieba, łatwo można dostrzec ciemny otwór Jaskini Wielka Strąka. 

I tu trzeba się pochylić nad tytułowym określeniem – z niczego coś. Z dzisiejszej perspektywy gęstego lasu, nic tam nie ma i nigdy nie było, poza dżunglą oczywiście. Tymczasem na fotografii, tuż na lewo od otworu jaskini  można dostrzec niezbyt wyraźny pas niedużych skałek. Z czasem prawie całkowicie pokryła je warstwa humusu i bujnej, pospolitej roślinności, a ta cenna, kserotermiczna została całkowicie wyparta. To właśnie Trzy Strąki.

Na koniec tych rozważań dwa zdjęcia zrobione z otworu Jaskini Wielka Strąka. To czarno-białe zostało wykonane przez niejakiego Adama Wisłockiego w roku 1910 i zostało ostatnio opublikowane na witrynie FB Naszych Skał w maju br. Kolorowe jest mojego autorstwa i zrobiłem je na koniec września 2026. To dzisiejsze nie jest warte specjalnego komentarza, po prostu widzimy las., z prześwitującą słabą, białą plamą Masywu Okrętu z lewej strony, ale to drugie… Aż się łza w oku kręci, jak wspaniała była wtedy Nasza Kobylańska – po prostu Najpiękniejsza Dolinka Świata, jak ktoś o niej później napisał.

A przy okazji kilka słów objaśnienia tego, co przedstawia ta fotografia, bo jest ona naprawdę ciekawa z historycznego punktu widzenia. Zacznijmy od tego, że w 1910 roku, widocznym na zdjęciu fragmentem Doliny Kobylańskiej przebiegała granica państwowa pomiędzy dwoma imperiami – Rosją i Austro-Węgrami. Patrząc na fotografię, całe prawy czyli wschodni stok przynależał do Galicji i był częścią monarchii habsburskiej. Natomiast z lewej strony widzimy jedynie niewielki fragment stoku zachodniego, leżącego już na terenie tzw. Kongresówki. To była popularna nazwa polskich ziem pozostających od czasów Kongresu Wiedeńskiego w rękach rosyjskiego caratu. Widoczna w środku ciemny obszar to las na wschodnim stoku Doliny, będący wtedy częścią majątku dworskiego w Karniowicach, obecnie w rękach Lasów Państwowych.

Większą część kadru wypełniają skalne zbocza z dominującym Okrętem w centrum kadru. Zarówno wtedy, jak i dzisiaj były to łąki i pastwiska wsi Kobylany. Granica pomiędzy dworskim i gminnym obszarem biegła dnem bocznego wąwozu, którego wylot znajduję się na wprost Turni Marcinkiewicza czyli Marcinków, popularnej kursowej turniczki. Skałka ta była już po stronie rosyjskiej i według tego, co usłyszałem od tutejszych mieszkańców na początku lat 70-tych XX wieku, mieściła się tam strażnica oddziałów kozackich. Pilnowały one tego odcinka granicy, która przebiegała ściśle dnem Doliny, mniej więcej od Lotników, aż do Dwoistej Turni. Tam odbijała w prawo, prowadząc w górę wąwozem pomiędzy Cycówką, a Bodziem i wychodziła na wierzchowinę dokładnie w miejscu dzisiejszej pętli autobusowej na granicy Będkowic i Kobylan. Mówiąc najprostszym językiem Cycówka była ruska, a Bodzio austriacki.

Tekst i zdjęcia Krzysztof Baran