Miniona właśnie wiosna przyniosła na stronie Naszych Skał szereg doniesień na okoliczność obrywów skalnych na całej Jurze. Ogólnie rzecz biorąc, czuło się skutki relatywnie długiej i mroźnej zimy. Takie sytuacje są z reguły konsekwencją zimowej huśtawki temperatury, a co za tym idzie licznymi momentami zamarzania i rozmarzania mokrej ziemi w szczelinach skalnych. Z podobnym zjawiskiem drogowcy borykają się corocznie, a ja sam doświadczyłem tego zjawiska wielokrotnie w Masywie Rozwalistej Turni. Praktycznie każda przygotowana w poprzednim sezonie skała musiała być ponownie oczyszczona z kruszyzny na wiosnę.

Akcja rozpoczęta, Głaz już nieco przesunięty. Fot. Bartosz Śliwiński
W kwietniu Rafał Nowak zamieścił informację o skalnym obrywie na ścianie Żabiego Konia w Dolinie Kobylańskiej, jednej z ikonicznych turni w Skałkach Podkrakowskich. Szczególnie jest ona oblegana przez rzesze instruktorów i adeptów sztuki wspinaczkowej, a Jarzębinka, bo na tej drodze miał miejsce obryw, biła wszelkie rekordy popularności. Należy jeszcze dodać do tego fakt, że polana u stóp Żabiego Konia to chyba najpopularniejsze miejsce w całych Dolinkach w ogóle. W wiosenne i letnie weekendy przewija się tam i piknikuje wręcz tysiące spacerowiczów. A na dodatek, w najbliższym sąsiedztwie, wysoko na stoku, znajduje się kaplica z figurą Matki Boskiej i w ciepłe wieczory gromadzi się tam często spore grono osób modlących się.
Tak więc zagrożenie i konsekwencje kolejnego obrywu w tym miejscu były bardzo poważne i należało coś z tym fantem zrobić. Wraz z Włodkiem Porębskim i Rafałem Nowakiem przeprowadziliśmy krótkie konsultacje, w wyniku których zostałem „oddelegowany” do przeprowadzenia wizji lokalnej, aby na miejscu stwierdzić co i jak. Kilka dni później, w tzw. wolnej chwili od zajęć na Rozwalistym Wzgórzu, wziąłem sprzęt, rzuciłem liny i zjechałem przez strefę obrywu. Co stwierdziłem?

Głaz na dnie Doliny, Artek Maślanka i Krzysiek Baran zastanawiają się nad dalszymi działaniami. Fot. Kasia Śliwińska
Patrząc z dołu, przedmiotem troski wydawał się być duży Głaz, leżący na szczycie wysokiego Filara, wspierającego się o Półkę pod szczytową kulminacją Żabiego Konia. Jak się okazało, Głaz był stabilny, ale wspomniany wyżej Filar, stanowiący prawą stronę rysy Jarzębinki, był dramatycznie spękany, a kolejne obrywy były kwestią najbliższych tygodni, a może nawet dni. Trzeba było działać.
Aby usunąć spękane, grożące w każdej chwili odpadnięciem fragmenty Filara, należało bezdyskusyjnie najpierw zrzucić Głaz. Przecież nie można było rozbierać na części skały, na której spoczywało sobie w spokoju kilka ton wapienia cierpliwie czekające, aby przetoczyć się przez każdego, kto się znajdował poniżej.
Ze względu na wspomnianą wcześniej popularność tego miejsca, zdecydowaliśmy się przeprowadzić akcję w uzgodnieniu z urzędnikami Gminy Zabierzów i miejscowej OSP. Oczywiście nie było z tym żadnego problemu. Stanęło na tym, że ja i moi towarzysze z Troistej Brygady zajmiemy się zrzuceniem „kamyków”, a urzędnicy załatwią asystę straży. Należało też zadbać na czas akcji o usunięcie owiec i kóz, pasących się w tamtej okolicy od wiosny do jesieni, z inicjatywy Parków Krajobrazowych. Trzeba było tylko dograć dogodny dla wszystkich termin przedsięwzięcia.
I tu pojawiły się małe kłopoty. Troista Brygada została poważnie osłabiona kontuzjami i w podstawowym składzie pozostałem ja i Bartek Kutyła. Bartosz Śliwiński, z kontuzją palca, mógł być tylko naszym wsparciem, które zresztą okazało się nieocenione. Na szczęście zgłosił się do naszej ekipy nie byle kto, bo Artek Maślanka, niezwykle doświadczony wspinacz, mocno zaprawiony w bojach ekiperskich.

Dalszy ciąg medytacji na okoliczność kolejnych kroków. Z tego ujęcia widać prawdziwy ogrom Filara. Fot. Kasia Śliwińska
Zgodnie z harmonogramem do działania przystąpiliśmy w czwartek 18 maja. Dzień wcześniej zainstalowałem nad Półką dodatkowe ringi i spity. Potrzebne nam były do zjazdów i zawieszenia sprzętu, przede wszystkim siłowników hydraulicznych. Były ich dwa – jeden na ciasne szczeliny i drugi na te bardzo szerokie. O 14-tej zaczęliśmy się instalować na Półce, by dwie godziny później, zgodnie z ustaleniami, zacząć konkretne działania. Wcześniej, spod ściany zostały ewakuowane zostały zwierzęta, a my mogliśmy z góry podziwiać fantastyczną pracę psów pasterskich border collie, które z gracją zagoniły całe stado w górną część Doliny. Przed 16-tą zajechali strażacy i rozpoczęło się przedstawienie.
Na pierwszy ogień poszedł oczywiście ten leżący luźno, kilkutonowy Głaz. Niestety nie chciał zbytnio współpracować i stawiał nieoczekiwany opór. Miał po prostu przewrócić się i szybko spaść, a tymczasem rozłożył się na półce szerszym bokiem i trzeba było go mozolnie spychać krok po kroku. Trochę to trwało, ale w końcu efektownie poszybował w dół, lądując zaraz przy ścieżce na dnie Doliny. Jego upadek ujmował z drona Bartek Śliwiński, a filmik został szybko opublikowany w Internecie na Naszych Skałach i cieszył się sporą popularnością – można go również obejrzeć poniżej.
Po usunięciu Głazu zjechaliśmy z Artkiem na półkę celem jej oczyszczenia z pozostałej kruszyzny, no i oczywiście aby ocenić sytuację. Niestety, nie wyglądało to najlepiej, a odsłonięta szczytowa partia Filara była w znacznie większym stanie rozkładu, niż wcześniej myśleliśmy. Jako żywo przypominała najbardziej kruche partie Rozwalistej czy Troistej Turni – zapewne to ta sama warstwa niezwykle lichego wapienia co i tam. Nie było żadnych wątpliwości, że ta rozpadówa musi być usunięta krok po kroku, kawałek po kawałku. Wybraliśmy z Artkiem właściwe miejsce na początek, Bartki opuścili nam siłownik z krótkim skokiem, na ciasne szczeliny i zaczęło się pompowanie…

Z tej perspektywy Filar wygląda jak smukła turniczka. Fot. Bartosz Śliwiński
Siłownik naparł i najbliżej stojący obserwatorzy głośno zakrzyknęli:
– Cały filar się rusza!
Zanim jednak przejdę dalej, to pozwolę sobie na małą dygresję. Otóż po pierwszych informacjach o obrywie na Jarzębince, pojawiło się kilka opinii na okoliczność powiększenia się tej szczeliny w ciągu ostatnich miesięcy. M.in. Bartek Śliwiński przedstawił mi nawet filmiki i zdjęcia, ilustrujące ten proces. Przyznam szczerze, że uważałem te opinie za przesadzone, a widoczną na zdjęciach zmianę szerokości jarzębinkowej rysy składałem na karb oświetlenia, różnych pozycji, z których zrobiono zdjęcie itp. Wychodziłem z założenia, że Filar jest na trwałe zrośnięty z macierzystą skałą masywu Żabiego Konia i może się kruszyć, ale nie odsuwać w całości…
Oczywiście i mnie, i Artkowi nie trzeba było tego uświadamiać! On, wisząc z boku zauważył natychmiast jak rysa się rozszerza, a ja wyczułem ten ruch stojąc na szczycie Filara. Ponowne przyłożenie siłownika tylko potwierdziło pierwsze odczucia. Filar nie rozlatywał się na kawałki – jak pierwotnie zakładaliśmy – a po prostu odsuwał od Wielkiej Półki i na dodatek obsuwał w dół! Co więcej – okazało się, że tak naprawdę nigdy nie wspierał się o Półkę, a tylko nieznacznie jej dotykał. Po tych pierwszych dwu ruchach ziemia, leżąca na styku Filara i Półki, opadła i zaglądnęliśmy w pustą przestrzeń Jaskini na Rurach.
Stało się jasne, że Filar z niczym nie jest zespolony i stoi całkowicie samodzielnie, z podstawą zakopaną w ziemi, na dnie sporej depresji poniżej. Dobra nasza, pomyślałem, powinien szybko się przechylić i polecieć spektakularnie ku potokowi.
Ale nic bardziej mylnego! Następne dwie godziny upłynęły całej naszej czwórce na ciężkiej i powtarzalnej robocie, a jej technicznych detali oszczędzę Czytelnikom. Co jakiś czas dawaliśmy ostrzeżenie, że to może być już, strażacy zatrzymywali ruch…

Z kolei to ujęcie ukazuje skalę przesunięcia Filara w dół i w bok. U góry widać fragment jaskini. Fot. Kasia Śliwińska
Tymczasem Filar każdorazowo przepływał skośnie w dół kolejne kilkanaście centymetrów, trzymając pion sterczał dumnie i nie miał najmniejszego zamiaru współpracować. W końcu jednak musiał dać za wygraną i co najmniej 20 ton żywego wapienia ruszyło ku przeznaczeniu.
Niestety nie przewrócił się i nie runął na dno Doliny, po prostu rozpadł się na kawałki, jak jakiś stary komin fabryczny podczas wyburzania. Zdecydowana większość jego masy została w środku depresji, w postaci ogromnego gruzowiska.
Zjechaliśmy z Artkiem poniżej, zrzuciliśmy wiszące z lewej strony pozostałości Filara i najbardziej niestabilne głazy i kamienie zawaliska, ale reszta niestety została. Po całym dniu akcji, bo przecież do południa pracowaliśmy w na Rozwalistym Wzgórzu, byliśmy już nieźle wyrąbani. A czekała nas jeszcze ciężka i trudna logistycznie, akcja ściągania sprzętu i transportowania go do samochodu.

Ujęcie z drona następnego dnia. Prawie cały Filar legł w gruzach na dnie depresji. Fot. Bartosz Śliwiński
Na ten czas gruzowisko leży bez zmian, czekamy na ekipę, która by podjęła się go uprzątnąć z mniejszych kamieni. Wtedy pojawimy się tam z naszym sprzętem ponownie i mam nadzieję, że uporamy się z tym rumowiskiem do końca. Wtedy też będzie wiadomo, co dalej ze wspinaniem w tej części Żabiego Konia. Ale jedno jest już pewne – takie drogi, jak Jarzębinka czy Szarża Lekkiej Brygady, w dawnej postaci nie istnieją i najlepiej to miejsce omijać z daleka.
Na koniec ponownie wrócę do refleksji na temat obrywów skalnych na naszej Jurze. Na północy, ze względu na strukturę i rodzaj wapienia, nie jest to zjawisko tak częste, jak w Dolinkach Podkrakowskich. Nie znam się w ogóle na geologii, ale gołym okiem widać, że skała, jaka się tu wytworzyła na dnie jurajskiego morza, była znacznie gorszej jakości, niż na północy Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej. Ponadto zalegało tu zapewne kilka różnych warstw, które w wyniku procesów geologicznych zostały poprzesuwane względem siebie i teraz tworzą niezły galimatias.
Dlatego też, w obrębie jednego masywu mogą sąsiadować ze sobą bloki skalne o bardzo różnej gęstości i trwałości. Tak właśnie jak na Żabim Koniu, gdzie o całkiem „zdrową” i zwartą skałę głównego masywu wspierał się, ten opisywany wcześniej, beznadziejnie słaby Filar. Jeszce lepiej to zjawisko możemy zaobserwować na nieodległej Dwoistej Turni, gdzie obok wspaniałej, litej skały w stylu najpiękniejszych ostańców, występują całe połacie bardzo kruchego wapienia. W jeszcze większej skali ten przekładaniec różnorodnych wapiennych warstw mamy na Rozwalistej Turni, choć tak zwarte partie, jak na Dwoistej, tam nie występują.
Tak więc kruszyzna i skalne obrywy w Dolinkach Podkrakowskich to po prostu normalne zjawisko i co więcej, nie aż tak rzadkie, jak sobie można było wyobrażać. Dlatego też, z pewnością będziemy jeszcze świadkami nie jednego obrywu, bo są to naturalne zdarzenia. A zrzucanie luźnych głazów to nie niszczenie skał, lecz korekta tych procesów, wynikająca ze względów bezpieczeństwa. Na górskich drogach czy autostradach takie działania to codzienność i konieczność, i nikt nie mówi, że ma miejsce dewastacja skał.
Aż strach pomyśleć, co mogłoby się stać w momencie silnego i nagłego ocieplenia podczas kolejnej surowej zimy. Skuta lodem zewnętrzna warstwa ziemi w depresji pod Filarem mogłaby gwałtownie się rozmrozić zwłaszcza, że słońce operuje tam bardzo mocno. I wtedy skała popłynęła by w dół samoistnie… Kilka lat temu, w takich właśnie okolicznościach silnego zimowego ocieplenia, odpadła od masywu Turni z Krokiem (na stoku przeciwległym do Żabiego Konia) turniczka podobnych rozmiarów do naszego Filara. Na szczęście zatrzymała się praktycznie w całości u podstawy ściany, a poza tym nikogo wtedy tam nie było.

Już po robocie, można zajadać się pączkami. Stoją u góry Bartosz Śliwiński i z prawej Artek Maślanka. Siedzą Bartek Kutyła i Krzysztof Baran. Fot. Kasia Śliwińska