Ekiper z klasą
4 września 2023
0

Kilka dni temu wybraliśmy się z Andrzejem Mirkiem na Rozwalistą Turnię i prawdę mówiąc, był to pierwszy raz w tym roku, kiedy zwyczajnie wspinałem się. Cały wiosenny sezon spędziłem bowiem na intensywnym czyszczeniu kolejnej skały w tym masywie, a mianowicie Dwoistej Turni. Celem wizyty nie była jednak tylko wspinaczka, lecz także kontrola dróg, które zostały udostępnione dla wspinaczy w zeszłym roku. W takim przypadku warto zlustrować skałę, która – zwłaszcza po zimie – mogła ulec pewnej degradacji. Tym bardziej, że w świeżo wydanym przewodniku po Jurze Południowej dwie drogi z tego sektora zostały uznane za bardzo kruche. Tym bardziej trzeba to było sprawdzić. Na szczęście stan skały nie zmienił się, a informacje z przewodnika, jak to się mówi, rozmijały się z prawdą.

Znaki Skał

Ale to nie było jedyne zadanie tego dnia, lecz by to lepiej nakreślić cofnijmy się nieco w czasie. Dwa lata temu w ramach akcji Znaki Skał, u podstawy ścian zostały umieszczone tabliczki wskazujące wejście w niektóre drogi. Jest tam tak wielka plątanina tych dróg, że nawet po jakimś czasie sam zacząłem mieć kłopoty z ich identyfikacją, a widok wspinaczy błąkających się pod ścianą w poszukiwaniu wejścia w wybrany pasaż był powszechny. Niestety, piękne kamienne dzieła sztuki autorstwa Ewy Romaniuk po 2 latach wyblakły, straciły swój aspekt informacyjny i przyszedł czas na ich wymianę.
Przygotowałem próbną serię nowych, tym razem oszczędnych graficznie tabliczek i dwie z nich zamontowałem na Rozwalistej. Przez kiepską komunikację z wykonawcą zostały wydrukowane na białym materiale, a ich format nie ułatwiał montowania. Trzeba więc będzie zmodyfikować kolor i wymiary, ale i tak w tym kształcie są radykalnie mniej widoczne niż plakietki z rezerwacjami dróg z podpisem Naszych Skał (z którymi Nasze Skały nie miały nic wspólnego!!!), które licznie do niedawna wisiały na pobliskiej skale Doliny.

No climbing

 

Najważniejszym jednak zadaniem było zamontowanie tabliczek ostrzegających przed wejściem w kruchy czy zagrożony obrywem teren. Dwie takie plakietki udało mi się zainstalować jeszcze rok temu, przed otwarciem ściany północnej w miejscach, gdzie istniało realne zagrożenia zapchania się w ewidentnie niebezpieczny teren. Kolejne miały się znaleźć w punktach nie tak oczywistych z punktu widzenia przeciętnych wspinaczy, ale tam, gdzie dobrze wiem, że istnieje zagrożenie osunięcia się wielkich bloków.
Pierwszym takim miejscem był teren wprost nad stanowiskiem zjazdowym z drogi Wizje Taczały. Znajduje się ono stosunkowo nisko, a piękna ścianka powyżej aż prosiła się, aby tam poprowadzić dalszą część tego pięknego pasażu. I taka była pierwotna wizja tej Wizji. Po licznych próbach i oględzinach, które przeprowadziliśmy z Andrzejem Formą, postanowiliśmy jednak nie kontynuować drogi ze względu na fakt, że skała powyżej stanowiska to gigantyczny blok, który leży na głównym masywie Rozwalistej. Nie jest to stromy nawis i przez to wydaje się być stabilny, ale po doświadczeniu obrywu na Turni z Krokiem postanowiliśmy ze względów bezpieczeństwa na nie prowadzenie tam drogi. Pomyśleliśmy sobie, że wrócimy do tematu za rok, po zimie, kiedy to będzie można ocenić sytuację na górze, a póki co ustawimy tam znak zakazu wspinania.
Niestety nie było ku temu okazji, bo instalacja takiej tabliczki to całe przedsięwzięcie, wymagające osobnego zjazdu i sprzętu, a jesienią chciałem się choć trochę powspinać. Na wiosnę zająłem się wspomnianą na wstępie Dwoistą Turnią i tak minęło kilka miesięcy.

Ekiper z klasą

I tu wkraczamy na grunt który pozwoliłem sobie nazwać w tytule – ekiper z klasą. Analogia do wspinacza z klasą jest zamierzona i dotyczy etycznych aspektów działań związanych z wytyczaniem nowych dróg. Nie podejmuję się w tej chwili tworzenia jakiegoś kodeksu, bo te zasady są już dawno jasne i szeroko omawiane na kursach ekiperskich. Skupię się na zjawisku odchodzenia od tych reguł. Zacznę od tego, że jednym z fundamentów tego „kodeksu” jest założenie:

Nie wkraczamy na teren działania innego ekipera bez jego zgody!

Jest to tak oczywiste, że nie trzeba tego rozwijać – zasada ta wynika nie z jakichś skodyfikowanych reguł, a po prostu ze zwykłej przyzwoitości, dobrych obyczajów i stanowi o klasie ekipera. Jeśli mamy tę klasę i dobre chęci, to nie ma przecież żadnych problemów z nawiązaniem kontaktu z gospodarzem danego sektora. Zwłaszcza, że nasze środowisko jest bardzo małe, każdy dobrze wie kto co robi i do tej pory nikt nie wchodził innemu ekiperowi w drogę. Przez kilka lat prac na Rozwalistej nie wisiały tam żadne znaki rezerwacyjne, a i tak nie sądzę, aby ktoś z zainteresowanych wytyczaniem nowych dróg nie wiedział co tam się dzieje i za czyją sprawą. Aż do ostatnich dni…

Górna połać ściany północnej z zaznaczonym miejscem, gdzie osadzono nowe ringi i stanowisko na wielkim bloku.

Otóż wspinając się z Andrzejem na ścianie północnej Rozwalistej Turni zauważyliśmy nową linię ringów wciśniętą pomiędzy wejściem do Rysy Pokutników a Wizjami Taczały. Rok temu nie miałem już ochoty na obicie tego drobnego, wręcz marginalnego fragmentu skały (4 dodatkowe ringi). Pomyślałem sobie, że ewentualnie wrócę tu w następnym sezonie.
Ale to nie był koniec niespodzianek bo kolejne 2 ringi i stanowisko zlokalizowaliśmy właśnie na opisywanym wcześniej bloku powyżej Wizji Taczały! Dawno nie widziałem tak niebezpiecznej wpinki, jak ta do ringa nad stanowiskiem. Bardzo wysoka, niezwykle trudna i odpadnięcie podczas wpinania groziłoby bardzo długim lotem, zakończonym z pewnością uderzeniem wspinacza o płytę poniżej. Łańcuch zainstalowano na podejrzanym bloku, a na dodatek szanownemu autorowi nie chciało się nawet oczyścić ringów z kleju.

Ekiper bez klasy

Może rok temu tylko zadumałbym się nieco i przeszedł nad tym wybrykiem do porządku dziennego gdyby nie fakt, że okazał się on wcale nie odosobnionym zjawiskiem. Całkiem niedawno rozmawiałem z kolegą z Północnej Jury. Doniósł mi o kilku przypadkach dobijania ringów na skałach oczyszczonych uprzednio przez jego ekipę, oczywiście bez wiedzy gospodarzy rejonu.
Niestety, nie lepiej jest u nas pod Krakowem. W ostatnich tygodniach w naszym środowisku rozeszła się wieść o dołożeniu nowej linii ringów ma „cudzym” poletku. Tym razem odbyło się nie tyle bez wiedzy tamtejszego ekipera, co wręcz wbrew jego woli i jasnym wyrażeniem sprzeciwu…
W takim kontekście uznałem, że trzeba dać odpór temu zjawisku na samym jego początku, istnieje bowiem realne zagrożenie, że takie praktyki bez jasnego i silnego sprzeciwu mogą się rozpowszechnić, by w końcu stać się etyczną normą. Tym razem nie używałem nazwisk, a co do ringów na Rozwalistej nie próbowałem szukać autorów tego wyczynu i nie chcę wiedzieć, kto się za tym kryje.
Zastanawiam się nad krótkowzrocznością takich działań. Przecież nowych dróg nie wytycza się jedynie dla własnej satysfakcji, ale głównie po to, by zaistniały w publicznym obiegu, a więc trzeba będzie opublikować informację o ich powstaniu. A może autorzy w takich przypadkach liczą na to, że sprawa „przyschnie”, a gospodarz rejonu dla dobra wspólnego nie będzie publicznie protestował. Nie tym razem.

Co dalej?

Ringi i stanowisko na górze zostaną w najbliższych dniach usunięte i ze względów bezpieczeństwa wprowadzony tam będzie zakaz wspinania się. Być może w przyszłości zdecydujemy się na otwarcie tego niewielkiego pasażu, ale z pewnością w zmodyfikowanej formie i ze stanowiskiem zainstalowanym poza wielkim blokiem. A co z dolnym fragmentem?

Najpierw zacytuję opinię dobrze nam znanego, lubianego i cenionego dyrektora operacyjnego Naszych Skał Włodka Porębskiego:

„Polski Związek Alpinizmu bierze odpowiedzialność za bezpieczeństwo udostępnianych do wspinaczki dróg skalnych. Ale tylko tych, na których stałe punkty asekuracyjne zostały umieszczone przez licencjonowanych ekiperów PZA. Mimo, że nie ma zakazu osadzania ringów przez kogokolwiek, takie działanie stwarza kłopot, a także niebezpieczeństwo, zwłaszcza prawne dla autora obicia (choćby w przypadku roszczeń powypadkowych). Jeszcze gorzej jest z ringami osadzonymi przez anonimowych „ekiperów” – nie jesteśmy w stanie stwierdzić prawidłowości ich osadzenia (to gwarantują nasi „jawni” ekiperzy, biorący za swoją pracę odpowiedzialność). Czasem, dla dobra ogółu, przeprowadzamy badania nieniszczące „anonimowych” punktów asekuracyjnych, lecz to badania „tu i teraz” i nie mamy pewności jak długo punkty będą spełniały normy; np. czy użyty klej jest wielosezonowy, czy to tani zamiennik z marketu budowlanego, itp. W zasadzie takie punkty powinny zostać usunięte, a w ich miejsce wklejone „imienne”, co jest kuriozum i marnotrawstwem „sił i środków”.
Autorzy dróg, niebędący ekiperami, nigdy, gdy o to prosili, nie spotkali się z odmową ubezpieczenia swoich nowości przez licencjonowanych ekiperów PZA.”

Dolna połać ściany północnej z wariantem Ekiper bez klasy

Tak więc w kontekście tych regulacji należałoby i te cztery ringi usunąć, ale myślę, że po dokładnej i pozytywnej weryfikacji pozostawimy ten fragment, jako wariant wejściowy do Rysy Pokutników czy Wizji Taczały. Postanowiłem go nazwać Ekiperem bez klasy, a w rubryce „autor” umieścić anonimowego ekipera oraz Andrzeja Mirka, który z właściwą sobie klasą dokonał pierwszego znanego przejścia. Jeśli jednak autor obicia zgłosi się i oświadczy, że przeszedł z dolną „swoją drogę” to uwzględnię jego roszczenia i opublikuję w topo jego nazwisko.

Na koniec kilka rad starego dziadka

Chłopaki, nie róbcie żenady i dziadostwa!

Skał i możliwości wytyczania nowych dróg jest jeszcze całkiem sporo!

Nie ma nas zbyt wielu i o każdym takim nieczystym działaniu wieści się szybko rozchodzą. Dla małej wzmianki w przewodniku nie warto tracić klasy!

A jak już tak bardzo pożądacie tej ulotnej sławy i chcecie coś dołożyć na przygotowanym terenie, a brzydzi Was czyszczenie skały, to chociaż zadzwońcie i poproście o akceptację. W przypadku Ekipera bez klasy nie miałbym problemu ze zgodą na obicie tego fragmentu. Co więcej, jeśli ktoś wyczai jeszcze jakieś nowe możliwości na Rozwalistej, to niech się ze mną skontaktuje, zanim chyłkiem wbije się w skałę. Może dojdziemy do jakiegoś konsensusu…

Krzysztof Baran